Logowanie do CD-ACTION

Zamknij [X]
Załóż sobieNie masz konta?

Co daje konto w serwisie cdaction.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

Robert Lewandowski Ligi Legend, czyli historia Marcina „Jankosa” Jankowskiego, polskiego mistrza e-sportu

Art. sponsorowany poniedziałek, 1 marca 2021, 14:38 Artykuł sponsorowany
Polski E-Sport
Polski E-Sport

Karol Kopańko, autor książki „Polski e-sport”, prezentuje w bardzo obszernym artykule sylwetkę Marcina „Jankosa” Jankowskiego – utalentowanego i utytułowanego zawodowego gracza w League of Legends.

W 2021 roku Jankos skończy 26 lat. Wciąż ma przed sobą tzw. całe życie, ale w LoL-u już teraz nazywany jest dziadkiem. Niewielu graczy może równać się z nim pod względem doświadczenia, choć jest jednym z młodszych bohaterów tej książki. E-sport to świat młodych ludzi bez zobowiązań, którzy w gaminghousach mogą spędzać całe dni z dala od rodziny i bliskich. To duże wyrzeczenie, ale nagroda również może być wysoka – pieniądze, bycie na ustach milionów ludzi, wyjazdy na turnieje na całym świecie i tysiące fanów.

Dziś to rzeczywistość Jankosa, ale nie zawsze tak było. W 2011 roku, kiedy odbywały się pierwsze mistrzostwa świata w LoL-a, Marcin Jankowski był jeszcze w technikum gastronomicznym. – Lubiłem jeść, więc pomyślałem, że polubię też gotowanie. To była spontaniczna decyzja, bo raczej nie wiązałem swojej przyszłości z kucharzeniem – zdradza Jankos.

Miłość do gier zaszczepił w nim ojciec, który po nocach zagrywał się w Dungeon Keepera czy Warcrafta III. Młody Marcin poszedł w jego ślady. Kiedy Warcrafta poznał na wylot, przerzucił się na Dotę, a stamtąd już tylko krok dzielił go od Ligi Legend. Z grą Riotu po raz pierwszy zetknął się w programie stacji Hyper, prowadzonym przez… Tadeusza „Zooltara” Zielińskiego. Zooltar przez wiele lat łączył pracę w magazynach growych z rozwijaniem programu z recenzjami i nowościami. Jedną z nich była właśnie Liga Legend

Była taką lepszą Dotą, nowocześniejszą i ładniejszą – opisuje swoje pierwsze wrażenia Jankos, który wkrótce zakochał się w LoL-u. Ze wzajemnością. Całe wakacyjne noce spędzał na amerykańskich serwerach, gdzie zdobywał kolejne poziomy doświadczenia i wspinał się w rankingu graczy. Jego przeciwnicy byli przekonani, że jest Koreańczykiem, bo grał tak dobrze. Jak na amatora.


Fot. Adela Sznajder

Profesjonalistów można było wówczas zliczyć na palcach kilku rąk. Łatwy start zapewniły im organizacje znane z innych dyscyplin: francuskie against All authority, rosyjskie Moscow Five czy szwedzki Fnatic. Barw tego ostatniego bronił na samym początku Polak – Maciej „Shushei” Ratuszniak. Fnatic znalazło się też wśród ósemki, która wywalczyła sobie awans na pierwsze Mistrzostwa Świata. W 2011 roku gościły one na letniej odsłonie DreamHacka w szwedzkim Jönköping i szokowały ogromną pulą nagród jak na debiut. Wynosiła ona 100 tys. dol., a więc prawie cztery razy więcej niż w równoległym turnieju Counter-Strike’a. To tylko pokazywało, że producent jest w stanie zainwestować więcej niż twórcy CS-a i widzi w e-sporcie olbrzymi potencjał.

Na turnieju ekipa Shusheia najpierw zdeklasowała konkurentów z Filipin, ale później przegrała trzy kolejne mecze. Na szczęście w fazie grupowej odpadała tylko jedna drużyna, więc do domu wracali Filipińczycy, a Fnatic rozpoczynało rywalizację w play-offach. Walcząca pod szwedzką banderą formacja rozprawiła się z dwiema drużynami z Ameryki Północnej: CounterLogic Gaming i Epik Gamer, a później w finale trafiła na against All authority. Potyczka o 50 tys. dol. padła łupem Fnatic, więc Shushei mógł cieszyć się historycznym zwycięstwem. Wśród jego kolegów już wtedy wyróżniał się Hiszpan, xPeke, który na mistrzostwach świata miał grać jeszcze trzykrotnie. Tak świetlana przyszłość nie stała się jednak udziałem Shusheia, który sukcesu nie powtórzył i po kilku latach zakończył karierę.

Jednym z obserwatorów jego triumfu na Mistrzostwach Świata był Jankos. Młodziak nie czuł wówczas żadnego respektu przed krajowym mistrzem. – Byłem dumny, że Polak wznosi puchar, ale wiedziałem, że stać mnie na coś podobnego. Chciałem być na jego miejscu – wspomina Jankos. Nie były to czcze przechwałki. Jego talent zauważył Amerykanin IWillDominate, który doradził mu zmierzenie się z profesjonalistami. IWillDominate wyczuł w Jankosie potencjał. Polak przeniósł się więc na europejski serwer, co niestety wiązało się z koniecznością ponownego tworzenia konta i nabijania poziomów doświadczenia od zera. Używając fachowego słownictwa, można je określić farmieniem, czyli mozolnym wygrywaniem kolejnych potyczek ze słabiej notowanymi przeciwnikami, aby zdobyć punkty i odblokować nowe postaci. Teoretycznie można je było pozyskać ze sklepu, ale Jankos wolał nie inwestować realnych pieniędzy w grę, która oferowała mu jedynie rozrywkę, a nie zarobek. Na szczęście Liga Legend nie dawała przewagi ludziom z grubymi portfelami (model pay-to-win). Nawet osoba z wąskim wachlarzem postaci mogła z powodzeniem rywalizować z kimś, kto wykupił całe ich spektrum.

Jankos poświęcał LoL-owi cały wolny czas. Walczył w trybie Solo Queue, w którym gra dorzucała go do drużyny złożonej z graczy o podobnych umiejętnościach. Polak wyróżniał się jednak nawet w najlepszych składach, co po kilku miesiącach zaprowadziło go do czołówki światowego rankingu. Wtedy zaczęły się do niego zgłaszać półprofesjonalne drużyny z tzw. propozycją nie do odrzucenia. Miał zasilić ich składy i wspólnie jeździć na turnieje.

Zaczęło się od francuskiej formacji, konkretnie Teamu Mistral. To właśnie w jej barwach Jankos odwiedził swoje pierwsze LAN-y w Poznaniu, Warszawie i Krakowie. Jak sam mówi, w tamtych czasach bardziej od nazwy drużyny liczył się jej skład. – Zgrywaliśmy się jako piątka zawodników i przechodziliśmy z jednej do drugiej organizacji w zależności od turnieju. Łatwo się było dogadać, bo nie był to jeszcze czas profesjonalnych kontraktów czy wypożyczeń. Wolna amerykanka – wyjaśnia Jankos. Kiedy on wspinał się po szczeblach krajowych turniejów, prawdziwą furorę za granicą robili inni Polacy.

W 2012 roku z MeetYourMakers związała się polska piątka w składzie Kubon, Mokate, Czaru, Makler i Libik. Ich forma eksplodowała na początku 2013 roku i zaowocowała świetnymi występami na turniejach Intel Extreme Masters w Katowicach i Sao Paulo. W świecie League of Legends nie były to jednak pierwszoplanowe turnieje. Najważniejsza była liga LCS (League of Legends Championship Series) podzielona na dwa sezony (splity) – wiosenny i letni. Każdy region świata miał w nich swoją własną tabelę. W 2018 roku takich regionów było czternaście; pięć lat wcześniej o połowę mniej. Ich zwycięzcy spotykali się w finałowym turnieju, aby wyłonić najlepszych z najlepszych – mistrzów świata.

Najpierw trzeba jednak było dostać się do ligi. Turniej wstępny zorganizowano w Lille. Do Francji udało się jednak nie tylko MeetYourMakers, ale również Team Mistral Jankosa. Obu tych zespołów nie można jednak było wówczas porównywać. MYM miał już za sobą mnóstwo zagranicznych wiktorii, a dla Jakosa była to zupełna pierwszyzna na obcej ziemi.


Fot. Helena Kristiansson

17-latek udał się do Lille nocnym busem. W mieście wylądował nad ranem i wybrał się na poszukiwania turnieju. – Miałem się spotkać z managerem na dworcu, ale nikogo tam nie było, więc poszedłem sam. Szczęśliwym trafem znalazłem właściwy hotel w obcym mieście i miałem… całą godzinę na ogarnięcie się po podróży – wspomina Marcin. Co ciekawe, był przekonany, że na turnieju będzie grał na klawiaturze i myszce organizatorów, więc przyjechał z pustymi rękoma i musiał szukać ratunku u kolegów. Ci na szczęście mieli zapasowy sprzęt, dzięki czemu eskapada przez pół Europy nie poszła na marne. Z drugiej strony jego Team Mistral daleko nie zaszedł – poległ już w pierwszej rundzie.

Turniej wygrał MYM, który ostrzył sobie zęby na miejsce w prestiżowej lidze. W tym celu musiał wygrać turniej kwalifikacyjny rozgrywany kilka tygodni później. MYM miał do pokonania dwa zespoły: najpierw mousesports, a później DragonBorns z pamiętającym lepsze czasy Shusheiem w składzie. W obu przypadkach losy rywalizacji rozstrzygał tie-break, ale to Polacy zawsze byli górą. Sukces stał się faktem – polska piątka trafiła do najlepszej ligi świata, która na poważnie miała sprawdzić ich umiejętności.

Początek ligi LCS był doskonały i zupełnie nie zwiastował katastrofy, jaka czyhała za rogiem.

W pierwszym tygodniu rozgrywek MYM triumfował w czterech z pięciu meczów. Świetna postawa – jak na debiutantów – zaowocowała drugim miejscem w tabeli. „Styl gry Polaków, który w dużej mierze opierał się na używaniu dwóch teleportów i kompozycji z obszarowymi obrażeniami, zdecydowanie zaskoczył europejskie formacje”, pisał Cybersport. Niestety europejskie drużyny w końcu rozgryzły polską taktykę, co spowodowało marsz MYM-u w dół tabeli. Od czwartego do dziewiątego tygodnia rozgrywek Polacy wygrali jedynie dwa mecze na osiemnaście rozegranych. Finalnie zajęli ostatnie miejsce.

W czasie, kiedy MYM zbierał baty od europejskich liderów, w siłę rosła nowa formacja Jankosa grająca pod sztandarami – kolejno – GF-Gaming i H2k, a później jako niezależny miks Kiedyś Miałem Team (KMT, nazwa wyrażająca tęsknotę za organizacją). Oprócz Marcina o jego sile stanowili Xaxus, Overpow, Celaver i Vander. KMT okazał się mieszanką wybuchową. Ekipa pokonała Wilki z Kopenhagi w finale DreamHacka w Bukareszcie i sam MYM w finale polskiej Ligi Cybersportu.

CZYTAJ DALEJ NA KOLEJNEJ STRONIE

Dodaj komentarz ν
Podziel się:
Wasze komentarze, opinie, uwagi
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy. Zaloguj się lub Załóż konto
poniedziałek, 1 marca 2021, 23:25   michnaj
LoL = AIDS, żadna książka tego nie zmieni

Artykuły

W jednej z nich rośnie szyja, w drugiej nos, a w trzeciej serce.

Komentarzy:
3

Karol Kopańko, autor książki „Polski e-sport”, prezentuje w bardzo obszernym artykule sylwetkę Marcina „Jankosa” Jankowskiego – utalentowanego i utytułowanego zawodowego gracza w League of Legends.

Komentarzy:
1

God of War na PS5 jest dokładnie tym, czego mogliśmy oczekiwać po jednej z najwybitniejszych gier poprzedniej generacji – najlepszym doświadczeniem, jakie obecnie może zaoferować nowa konsola Sony.

Komentarzy:
10

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Galerie zdjęć

Gry A-Z

Wyszukaj: Szukaj
0 - 9 A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R S T
U V W X Y Z