Logowanie do CD-ACTION

Zamknij [X]
Załóż sobieNie masz konta?

Co daje konto w serwisie cdaction.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

HIT„Avengers: Wojna bez granic” – recenzja cdaction.pl

Papkin sobota, 28 kwietnia 2018, 16:02 Magazyn kulturalny

Dekadę Marvel Cinematic Universe uczczono imprezą, na którą zaproszono niemal wszystkich liczących się biesiadników. Recenzję ich pląsów mógłbym zamknąć w trzech znakach tekstu: „meh”.

Prawdopodobnie bracia Russo biją właśnie rekordowy debiut „Przebudzenia Mocy”. Trzecia powiastka o Avengersach zarobi w premierowy weekend (wedle różnych szacunków) od 225 do 250 mln dolarów... i to w samych Stanach. Superbohaterska lokomotywa wciąż się rozpędza, co zadziwia tym mocniej, że pali tym samym węglem co zwykle, a przyspieszenie notuje dopiero na ostatniej prostej.

Jako że „Wojną bez granic” świętujemy dziesięciolecie MCU, wypada cofnąć się do początków tej kinowej bonanzy. Marvel wchodził w rok 2008 przetrącony – bańka kolekcjonerskich wydań pękła dawno temu, nakłady spadały, rynek się dywersyfikował, a ówczesne Marvel Films co prawda zarabiało na ekranizacjach (w rodzaju „Blade'a”, „Fantastycznej czwórki” czy pajęczej trylogii Sama Raimiego), ale jako nieopierzony licencjodawca zgarniało ułamek tego co dziś (większość kilkusetmilionowych przychodów wkładały do swoich kieszeni wytwórnie, dystrybutorzy, producenci, reżyserzy i aktorzy). Wówczas jednak Kevin Feige, świeżo upieczony szef Marvel Studios, wpadł na pomysł z pozoru karkołomny: samodzielną produkcję kilku obrazów równocześnie, które byłyby częścią tego samego uniwersum. Co było dalej – wszyscy wiemy. „Iron Man” nie tylko reanimował karierę Roberta Downeya Jr., ale i rozpoczął trwającą do dziś, rozpisaną dotychczas na 19 filmów epopeję, której łączne wpływy sięgnęły niemal 15 mld dolarów.

Paradoksalnie MCU dopiero się zaczyna. Feige zyskał na tyle pewną pozycję, że stać go na zatrudnienie Taiki Waititego, niszowego dotychczas reżysera (w jego filmografii trudno wypatrzeć projekty o budżetach większych niż 2-3 mln dolarów), którego „Thor: Ragnarok” okazał się stylowym spektaklem pompującym balon patosu tak bardzo, iż ten pęknąć – przy wtórze chichotów widowni – po prostu musiał. A niejako przy okazji obrazem niestroniącym od wpisania się w dyskusję o współczesnych problemach w rodzaju kryzysu uchodźczego. Jeszcze bardziej rozpolitykowana „Czarna Pantera” to wysokobudżetowe forum debaty na temat tożsamości kulturowej czarnoskórych mieszkańców USA i mocne veto wobec krzywdzących stereotypów na temat Afryki, a zarazem przestrzeń spotkania najważniejszych dziś ciemnoskórych twórców popkultury (że tylko wspomnę Kendricka Lamara, Michaela B. Jordana, Lupitę Nyong’o i Ryana Cooglera). Na tle poprzednich filmów trzeci „Avengersi” to czyściutki eskapizm, odwracający wzrok od jakichkolwiek kontekstów. Sklejka efektownej choreografii, nowoczesnych efektów CGI i bon motów składa się na chwytliwy refren piosenki, w której zdecydowanie ciekawsze stają się zwrotki.

Thanos (Josh Brollin), sukcesywnie budowany od czasu pierwszych „Avengersów” epizodami, wychodzi wreszcie na plan pierwszy. Główny wątek filmu stanowią poszukiwania pięciu Kamieni Nieskończoności, które mają posłużyć mu do przetrzebienia populacji wszechświata, co zagwarantuje bardziej równomierną dystrybucję dóbr, zażegna biedę czy coś tam koło tego. W zdobyciu artefaktów przeszkadza paczka znana i lubiana, od Kapitana Ameryki (zarośnięty Chris Evans), przez Spider-Mana (przesympatyczny Tom Holland) i Doktora Strange’a (mistycyzujący Benedict Cumberbatch), po Strażników Galaktyki, którzy biorą na siebie akcent komediowy. Akcja szybko rozjeżdża się na trzy wątki i żongluje trzema działającymi równolegle zespołami, co prowokuje żonglerkę scenografiami (na Ziemi toczy się tylko niewielka część widowiska) i pozwala na króciutką ekspozycję kilkudziesięciu gwiazd i gwiazdeczek, które figurują na liście płac.

„Wojna bez granic” wydaje się nie mieć granic scenograficznych. Filmowcy co i rusz skaczą między lokacjami i perspektywami czasowymi. Szkoda, że na żadnej nie dają nam złapać oddechu. Filmowi brakuje jakiejś wizualnej wizytówki. Bodaj najbardziej odciska się pod powiekami finał rozgrywany na przedpolach futurystycznej Wakandy. Sęk w tym, że tak plenery, jak i przebieg konfrontacji widzieliśmy w poprzednim filmie.

Ma to wszystko urok festiwalu, którego headlinerzy zdążyli się już wielokrotnie przedstawić i nie muszą budować swojej pozycji, a co najwyżej o niej przypomnieć. Jeśli już pojawi się jakiś prywatny wątek, w rodzaju permanentnie rozkładającej się relacji Tony’ego z Pepper, to hej, sorry, ale nad miastem właśnie zawisł statek kosmiczny, a półbóg grozi nam ludobójstwem, nie zdążę na kolację. Zresztą jak tu skupić się na Tonym, skoro trzeba jeszcze obskoczyć Thora, Visiona i Wandę, Czarną Wdowę, Czarną Panterę, Hulka, Kapitana Amerykę...

Wielość z pozoru niesamowitych wątków, scen pojedynków rodem z bijatyki w rodzaju Injustice (bohaterowie uskuteczniają wyreżyserowane dissy, po których rzucają się sobie do gardeł) po prostu nuży. W „Ifninity War” wszystko jest „ostateczne” i „wszyscy zaraz zginą”, widz nie ma szans na wytchnienie. To kolejny odcinek snutej od dawna opery mydlanej, którego rozbuchaną do 2,5 godziny narrację dałoby się podsumować kilkoma zdaniami. Jednak konkluzja – i tu winszuję – jest na tyle odważna, że uzasadnia wyprawienie się do kina.

Chyba, bo...

UWAGA! KOLEJNA STRONA TEKSTU PRZEZNACZONA JEST TYLKO DLA TYCH, KTÓRZY FILM WIDZIELI LUB SPOILERY SĄ IM OBOJĘTNE. CZUJCIE SIĘ OSTRZEŻENI. JEŻELI NA NIĄ NIE WEJDZIECIE, WIEDZCIE, ŻE ZWIEŃCZYŁEM RECENZJĘ OCENĄ 6/10.

Dodaj komentarz ν
Podziel się:
Wasze komentarze, opinie, uwagi
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy. Zaloguj się lub Załóż konto
sobota, 2 czerwca 2018, 1:14   Winograd
muszę zweryfikować recenzje gier(te które pisze Papkin) pod kątem ocen, bo co do filmu to podobnie jak Dabro90 z tym, że dałbym recenzji słabe 3/10 :P a film 9 lub 9+/10 dawno nic tak fajnego nie obejrzałem.
wtorek, 8 maja 2018, 17:14   dabro90
Film 9/10, recenzja mocne 3/10.
sobota, 5 maja 2018, 16:13   SerwusX
Wczoraj byłem w Imaksie. Przed połową dwa razy przysnąłem, podczas której niewiele się działo. Nastawiałem się na efekty specjalne i pod tym względem się nie zawiodłem, ale po za tym było sztampowo jak zawsze i, bo ja wiem, jakoś tak na siłę i odrobinę nieudolnie usiłowano zrobić, żeby "było epicko". Film zły nie był, ale też żadne z niego objawienie. Plus za odrobiną pogłębioną postać głównego złego.
Ode mnie 6/10.
środa, 2 maja 2018, 17:59   HerrButnick
@alistair80 - podejrzewam też, że Joker długo by w naszym świecie nie pożył. Po prostu zastrzelili by go przy pierwszym starciu. Ale ciągle mówimy o fikcji, komiksach. Gdyby go uśmiercili tak szybko, to komiks miałby jedną stronę, a sama postać nie byłaby tak interesująca.
środa, 2 maja 2018, 17:54   HerrButnick
@alistair80 - nie rozumiesz. Joker i Thanos to dwaj zupełnie inni przeciwnicy. Jeden anarchista, bez kręgosłupa moralnego i ponadprzeciętnie inteligentny. Drugi supersilny i tak naprawdę nie jest zły, tylko przekonany, że jego plan jest jedynym ratunkiem dla wszechświata. Obaj kompletnie różni, a zarazem obu dobrze ogląda się na ekranie. Tu nie chodzi o to, kto jest silniejszy, a o to jak dobrze zagrane i napisane są te postaci. Więc po co porównujesz?
wtorek, 1 maja 2018, 17:35   Śledziks
Wczoraj oglądnąłem film i powiem tyle, chyba najlepszy ze wszystkich marvelowskich widowisk. Ogólnie lubię recenzje Papkina i jego tak ogóle, ale tutaj w ogóle się z nim nie zgadzam. Film faktycznie trwa 2,5 godziny, ale przez to, że jest przeładowany akcją, to nawet nie wiem, kiedy ten czas przeleciał, ba, mam wrażenie, że nawet czasami przy montażu ucięli parę scen za dużo, żeby skrócić film. Ogląda się go praktycznie cały czas z zapartym tchem, myślę, że nie ma drugiego takiego, jak dla mnie 9/10
wtorek, 1 maja 2018, 16:06   alistair80
A Tobie może wystarczy, że przeciwnik to chory pojeb, który umie tylko zabijać dla zabawy i terroryzować ludzi? Z Jokerem dawno powinien być zrobiony porządek, a koleś ciągle jest zamykany w więzieniu, z którego zawsze ucieka by zabić kolejnych niewinnych ludzi. On naprawdę jest pikusiem przy takim Thanosie. Ja wiem, że wielu osobom nie podoba się zabijanie nawet takich potworów jak Joker, ale niech się nie dziwią kolejnymi zabójstwami. Na mnie Joker nie robi wrażenia. Jest niebezpieczny dlatego, że żyje.
wtorek, 1 maja 2018, 15:20   HerrButnick
Czyli wystarczy, że przeciwnik głównego bohatera będzie supersilny i Tobie to wystarczy? Spójrz na Zoda z "Człowieka ze stali", Johna Connora z "Terminatora 5", czy siostrę Thora ( film świetny, ale ona była naprawdę nieciekawa (hurr durr podbić wszystko "bo tak"). Ja wiem, że to ma być film rozrywkowy, ale nie o to w tej dyskusji chyba chodzi:)
wtorek, 1 maja 2018, 13:46   alistair80
A co mnie obchodzi charakter jakiegoś pojeba? Punisher by się nie pierd. tylko odstrzelił łeb Jokera (tak, wiem, inne uniwersum). I jednego zwyrodnialca mniej. Tylko trzeba mieć jaja i nie pozwolić Jokerowi na następne ofiary. A Thanos przynajmniej był potężny i trudny do pokonania.
wtorek, 1 maja 2018, 13:27   HerrButnick
@alistair80- chodzi o charakter antagonisty, nie o jego siłę.

Artykuły

Przypomnijmy sobie ewolucję jednego z najpopularniejszych MMO w historii.

Komentarzy:
16

Za nami premiera najnowszego dodatku do World of Warcraft – Battle for Azeroth. Przyjrzyjmy się kilku najważniejszym osobistościom w uniwersum Blizzarda.

Komentarzy:
8

Pierwszy testowany przez nas notebook z wydajnym mobilnym procesorem Intela najnowszej, ósmej generacji bez problemu zastąpi wielkiego gamingowego desktopa.

Komentarzy:
5

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Galerie zdjęć

Gry A-Z

Wyszukaj: Szukaj
0 - 9 A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R S T
U V W X Y Z