Logowanie do CD-ACTION

Zamknij [X]
Załóż sobieNie masz konta?

Co daje konto w serwisie cdaction.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

HIT[Weekend z Beat Copem] "Ściganie piractwa? Policja ma lepsze rzeczy do roboty" – wywiad z Maciejem Miąsikiem

Papkin niedziela, 2 kwietnia 2017, 19:37 O grach inaczej

Maciej Miąsik, współtwórca gier Electro Body, Schizm i dwóch pierwszych Wiedźminów, o tym, dlaczego należy zmienić prawo autorskie, jak developerzy mają finansować swoje gry i w którą stronę zmierza crowdfunding.

Papkin: Beat Cop traktuje o pracy w policji. Zasadnym wydaje się zatem zacząć od pytania, czy ta powinna ścigać osoby, które pobiorą wasz nowy tytuł z torrentów.

Maciej Miąsik: Policja ma chyba lepsze rzeczy do roboty.

Pytam, bo dałeś się poznać nie tylko jako developer, ale i osoba walcząca o liberalizację prawa autorskiego, admirator anarcho-libertarianizmu, tłumacz Miltona Friedmana i członek UPR-u. Wielokrotnie przyznawałeś, że pierwsze gry XLandu, w tym Electro Body, powstawały na pirackim oprogramowaniu. To zresztą ciekawy przypadek, bo w 1992, kiedy gra powstała, nie było jeszcze ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jak wychodziliście na swoje?

Normalnie, sprzedawaliśmy grę w sklepach. Niezależnie od tego, co się dzieje na torrentach, jakoś ten model funkcjonuje.


Electro Body

Prezes Techlandu Paweł Marchewka wspominał na naszych łamach (CDA 02/2017, „Nasza działalność to same problemy”), że kiedy wchodził na rynek, bardzo agresywnie walczył z piractwem. Łącznie ze zgłaszaniem policji nieuczciwych sprzedawców z giełdy na Grzybowskiej.

I biedna policja musiała ganiać po giełdach. A bądźmy szczerzy: efekt był żaden. Dobrą alternatywą jest podejście CD Projektu, który ma piractwo w nosie. Można zresztą piractwo przekuć w sukces, jak zrobił chociażby Sos, który wykorzystał The Pirate Bay do promocji swojej gry (więcej pisaliśmy o sprawie w tym miejscu – dop. red.). Ja wręcz cieszyłem się, że Beat Cop trafił na torrenty. Bo nie ma nic gorszego, niż kiedy twojej gry ludzie nawet nie próbują piracić. Szkoda było tej policji, wolałbym, żeby ścigała ludzi, którzy robią komuś krzywdę lub kradną prawdziwe rzeczy.

A gry to nie są prawdziwe rzeczy?

Nie. Nie jest to rzecz materialna, którą się kradnie, ale zapis w komputerze. Gry występują w nieskończonej mnogości, można je dowolnie powielać. Różnią się od rzeczy materialnych, nie są rzadkie w sensie ekonomicznym. Nie powinny w związku z tym podlegać zawłaszczeniu – tak samo, jak nie da się zawłaszczyć powietrza i nieba, które mamy nad głową. Zresztą straszne byłoby, gdyby zaistniała stuprocentowa egzekucja praw autorskich. Oczywiście byliby beneficjenci takiej sytuacji, zawsze jest jakaś "górka", która dobrze zarabia, ale ci ludzie nijak się mają do autorów, którzy nie czerpią z tego profitów i czerpać nie będą. Wmawia im się, że obecne rozwiązania są dla nich korzystne. A przecież my codziennie dokonujemy pogwałcenia praw autorskich na tysiące sposobów! Jeżeli pójdziemy pod prysznic i zagwiżdżemy piosenkę, to ktoś powinien nas za to ukarać? To przecież nie do pomyślenia.


Robbo

Jak w takim razie państwo powinno chronić developera?

Ustawa o prawie autorskim w ogóle nie powinna istnieć. Jest droga pośrednia: kiedyś proponowałem, żeby ustawa czerpała z rozwiązań licencji creative commons atribution. To znaczy żeby wolno było gry bezkarnie kopiować, dystrybuować, powielać, sprzedawać i tak dalej, przy oznaczeniu, kto jest autorem dzieła. Oczywiście pojawia się kwestia: jak developerzy by w takich warunkach zarabiali? Może pracowaliby w McDonald’s, może inaczej. Za czasów niewolnictwa pojawiały się kwestie typu "kto po zniesieniu niewolnictwa będzie zbierał bawełnę"? Nikomu nie wpadło do głowy, że pojawią się wielkie maszyny napędzane czarnym olejem. Bo nie było wtedy takich maszyn. Dlatego argument "jak to będzie?" nie jest żadnym argumentem. Czas pokaże. Może developerzy pójdą mocniej w crowdfunding?

Pięć lat temu wieszczyłeś kres idei crowdfundingu. W jednym z wywiadów diagnozowałeś: „Kickstarter to eksperyment, który przeżywa swoje 15 minut za sprawą świeżości koncepcji, zresztą bardzo dobrej. Niemniej jednak powinniśmy się liczyć z kryzysem Kickstartera, który nastąpi nieuchronnie, gdy tylko parę istotnych projektów załamie się i wszyscy je wspierający zrozumieją, że opłacili tylko swoje niespełnione marzenia”. Od tego czasu Kickstarter faktyczie wyhamował, a gracze przejechali się na nieudanych inicjatywach typu Mighty No. 9. Z drugiej jednak strony – pojawił się Fig, który pozwala wpłacającym nie tyle fundować projekt, ile inwestować w niego i czerpać później profity. Może to dobre źródło finansowania niezależnych projektów?

Rynek to zweryfikuje. Kickstarter się zmienił, dziś pojawiają się tam pewniaki, które mogą liczyć na duże wsparcie. To nie projekty ludzi znikąd, ale tytuły od developerów, którzy mogliby zrealizować swój pomysł także na inne sposoby. Używają crowdfundingu jako marketingowej trampoliny. Patrząc po kwotach, to nie są wystarczające pieniądze na zrobienie czegokolwiek. Te produkcje i tak mają inne finansowanie. Może „inwestowanie własnościowe” ma sens, ale o Figu słyszałem nie do końca pozytywne rzeczy. Istnieją uzasadnione wątpliwości, czy ten model opłaca się inwestorom, szczególnie małym. Zyski czy nawet odzyskanie pieniędzy włożonych chociażby w Psychonauts 2 Tima Schafera wydają się mało prawdopodobne przez skomplikowaną strukturę własnościową. Przyglądam się temu z dużą dozą nieufności.


Fire Fight

Alternatywą jest zapukanie do wielkiego wydawcy. Z tym też masz przecież doświadczenia. Po wydaniu Electro Body i Robbo XLand przekształcił się w Chaos Works i podpisał na okoliczność Fire Fighta umowę z Electronic Arts. Jak wygląda taka współpraca?

Wydawca oddelegował swoich producentów, którzy uczestniczyli w udoskonalaniu produktu. Wspierali nas dobrym słowem i pomysłami, ale przede wszystkim pieniędzmi. Kiedy gra się ukazała, nie mieliśmy na nią wpływu. Byliśmy maleńką firemką z Polski, a oni wielkim EA. Równie dobrze moglibyśmy być developerem z Marsa. Wrzucili ten tytuł do katalogu i natychmiast o nim zapomnieli.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Wasze komentarze, opinie, uwagi
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy. Zaloguj się lub Załóż konto
środa, 12 kwietnia 2017, 20:54   Andy1234
@McGrave Częściowo się z Tobą zgodzę, ale wydaje mi się, że często ściągają nawet Ci, których stać, bo po co ma kupować, jak moze mieć za darmo. I to jest najgorsze.
środa, 12 kwietnia 2017, 20:52   Andy1234
Oj, taki temat, że trudno byłoby zmieścić się w komentarzu. Z jednej strony nie po to, ktoś pracuje, żeby później ludzie ściągali. Z drugiej strony gry to nie tania sprawa. Ja tam sobie zawsze na jedna, dwie gry rocznie odłożę, ale umówmy się, że niektórych nie stać nawet na to.
środa, 5 kwietnia 2017, 11:50   pfiutek1
ale koles pojechal "nie lubie wiedzmina" a dlaczego? "bo to rpg a ja nie lubie rpg" nawet nie zagral ale juz nie lubi. typowa mentalnosc pryszczatego nastolatka
wtorek, 4 kwietnia 2017, 8:24   Souyan
Rośliny też się łatwo kopiuje, nawet szybciej niż wiele gier, a jakoś nie widzę krzyków, żeby rolnikom zabierać ich zbiory. Najłatwiej to siedzieć u mamusi, nie wiedzieć co to praca, nigdy nie zostać oszukanym na pieniądze przez pracodawcę za swoją ciężką pracę i krzyczeć, że wolno ściągać, bo to w internecie jest, więc sztuczne, nieprawdziwe. A to, że ktoś siedział nad tym dwa lata, wydał pieniądze na sprzęt, prąd, licencje i podwykonawców to już nieważne. Bo to nieprawdziwe jest, cyfrowe. W chmurkach lata
wtorek, 4 kwietnia 2017, 8:19   Souyan
@lastmanstanding To idź na budowę i zapieprzaj po 10 godzin za darmo. Przecież z mieszkania na pewno ktoś skorzysta. "Mentalny niewolniku", a to dobre. Ze swoimi komunistycznymi opiniami żyj sobie w Korei Pólnocnej, tam to dopiero mają wolność. Związek Radziecki to upadł, bo źli kapitaliści atakowali utopię sowiecką. Żyjemy w świecie, w którym zamieniamy czas i umiejętności na pieniądze. Stworzyłem produkt, więc mam prawo go sprzedać. To, że łatwo go skopiować nie znaczy, że można i powinno się to robić.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017, 22:40   McGrave
To ciężki temat. W biednym kraju brak piractwa najpewniej by doprowadził do spadku sprzedaży bo zainteresowanie tematem by się stało znikome a z tym mniej by było twardych fanów skłonnych do poświęcenia kasy mimo biedy (aby tylko wesprzeć developerów, których cenią). Ogólnie dla biednego kraju brak piractwa najpewniej oznacza straszne zacofanie - zwłaszcza jeśli chodzi o specjalistów w zakresie obsługi oprogramowania, które przecież potrafi wymagać lata ćwiczeń, aby stać się naprawdę dobrym...
poniedziałek, 3 kwietnia 2017, 22:16   Pan Dzikus
Jakiekolwiek dotacje są całkowicie niemoralne, to czysty bandytyzm. Odebranie pieniędzy jednym ludziom i danie innym, którym ci pierwsi wcale nie chcą dać swoich pieniędzy. Ci, którzy wnioskują o dotacje to połączenie żebraka ze złodziejem a nawet gorzej niż złodziejem. Złodziej, gdy coś kradnie, wykazuje się pewną dozą odwagi, w końcu ryzykuje złapaniem i osadzeniem w więzieniu. Natomiast taki żebrakozłodziej to tchórz, który kradnie legalnie wykorzystując do tego monopol na przemoc zwany państwem.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017, 19:36   Sveniu
Kto ma ochotę udostępnić swoją grę za darmo, ten ma do tego prawo i wiele osób korzysta. Choćby dlatego piractwo jest żałosne. Ukradłeś bułkę, bo nie masz co jeść? Słabe z twojej strony, ale jest to jakieś usprawiedliwienie. Ukradłeś grę, bo nie masz w co grać? Nie rozśmieszaj mnie.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017, 19:30   Veldrim
@Xellar Przykład z samochodem był uzywany często bez sensu również przez przeciwników, prawda jest taka jest taka ze to inny typ przestępstwa. Piractwo nie jest kradzieżą. Piractwo jest piractwem, innym typem przestepstwa. Bo mimo wszystko jest bardziej rozbudowanym zagadnieniem i prosta argumentacja działająca przy kradzieży materialnej tutaj zawodzi. I to jest bardziej jak z akcyzą i piciem bimbru domowej roboty, państwo samo w sobie nic nie straciło, ale utraciło potencjalne wpływy
poniedziałek, 3 kwietnia 2017, 19:06   Rickerto
@Xellar, dzięki ci kolego, nareszcie ktoś przełamał ten głupi przykład z samochodem.

Artykuły

Desktopy są nudne? Testowany Xede udowadnia, że można zrobić takiego, co to będzie sprawiał bardzo pozytywne wrażenie nie tylko wydajnością, ale także wyglądem

Komentarzy:
5

Tomasz Pruski o wnioskach, jakie CI wyciągnęło z bety, projektowaniu sztucznej inteligencji i poprawianiu wydajności. I o tym, dlaczego Gruzini sprzedają benzynę w butelkach.

Komentarzy:
15

Przed rozpoczęciem zabawy zastanawiałem się, jak bardzo krzywdzące jest żartobliwe nazywanie Preya Tą Grą O Zmienianiu Się W Kubki. Po dwugodzinnej wizycie w Bethesdzie mogę powiedzieć, że tytuł ma do zaoferowania znacznie więcej, ale nie ukrywam też, że jestem nim trochę zawiedziony.

Komentarzy:
7

Sniper: Ghost Warrior 3 ma być grą, dzięki której CI Games na stałe osiądzie w pierwszej lidze, ale kilkukrotne przekładanie premiery każe zachować ostrożność. Optymiści mogą rzec, że obsuwy to dobry sygnał, bo autorzy naprawdę starają się pozbyć wszelkich niedogodności, zanim ich dzieło trafi do graczy. Jak będzie w rzeczywistości, przekonamy się już 25 kwietnia. Tymczasem pokrótce przypomnijmy sobie, czego teoretycznie możemy się spodziewać.

Komentarzy:
12

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Galerie zdjęć

Gry A-Z

Wyszukaj: Szukaj
0 - 9 A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R S T
U V W X Y Z