3
9.05.2024, 13:16Lektura na 5 minut

„Niepokalana” – recenzja filmu. Wiwisekcja fanatyzmu w formie horroru zakonnego

Młoda siostra Cecylia przyjeżdża do włoskiego zakonu, gdzie służebnice Pańskie opiekują się starszymi kompankami do czasu ich odejścia do nieba. Ani motywacje (mimo wieku i braku doświadczenia twierdzi, że Bóg wystarczająco ją przygotował), ani przeszłość dziewczyny nie są znane – no, nie licząc faktu, że w dzieciństwie wskutek utonięcia przeżyła siedmiominutową śmierć kliniczną.


Kuba „SztywnyPatyk” Stolarz

Nie byłby to horror, gdyby wszystkie śluby i obrządki przebiegły bez jakichkolwiek problemów, toteż Cecylia bardzo szybko dowiaduje się, że w klasztorze nie panuje taka sielanka, na jaką mogłyby wskazywać śliczne okolice czy (niektóre) miłe służebnice Boga. Tylko trochę zajmie jej załapanie, czy grasują tutaj duchy, czy, jak zwykle, to człowiek jest swoim największym oprawcą. Naturalnie widownia pozna odpowiedź już w pierwszych minutach.


Siostroatacja

W amerykańskiej akcji promocyjnej „Niepokalanej” chętnie stosuje się obrazoburcze zabiegi, aby zachęcić do pójścia na film rzekomo tak krwawy i niepojęty, że skręca kiszki nawet tym obeznanym z kinem grozy. Marketingowcy mieli z czego korzystać, reżyser Michael Mohan czerpie bowiem garściami przede wszystkim z dwóch źródeł: młodości spędzonej w ortodoksyjnej komunie oraz miłości do klasyki Dario Argento, „Dziecka Rosemary” Romana Polańskiego czy nawet „Matki Joanny od Aniołów” Jerzego Kawalerowicza. Inspiracje widać na każdym kroku: od oczywistszych nawiązań, jak zakonnica leżąca krzyżem na ziemi, do szerszych motywów, jak przeprawa niewinnej kobiety przez dosłowne i metaforyczne piekło w związku z ciążą.

Monolith Films
Monolith Films

Temat fanatyzmu religijnego został tu zaprezentowany z większym wyczuciem niż w lwiej części straszaków, gdzie katolicyzm to głównie wymówka do atakowania głośnymi dźwiękami i gumowymi maszkarami. Odpowiedzialny za „Dom nocny” z Rebeccą Hall autor zdjęć Elisha Christian (film zaś zmontował… Christian Masini, to doprawdy interwencja Boża) dopilnował, aby nie miało się wątpliwości, iż ktoś spokojnie mógłby zamieszkać w takim miejscu – klasztor uchwycono w kamerze bez szczucia mrokiem dla taniego sugerowania, że „ooo, tam coś się czaaaiii, pewnie deeemooon!”. Również zagrożenie jest tutaj bardziej przyziemne, biorące się z typowo ludzkich pragnień i odklejek. Zjawiska nadprzyrodzone zastępują mizoginia oraz ekstremizm, chęć zgłębienia wierzeń społeczeństwa, w którym żyją ludzie przekonani, iż już niebawem doczekają się zstąpienia Zbawiciela, oraz osoby pewne, że w tym odciętym od świata zakonie same odetną się beztrosko od przeszłości.


Święta ma ryja, Matko Boska

Inspiracje inspiracjami, wykonanie jednak pozostawia wiele do życzenia. Największym – nomen omen – grzechem „Niepokalanej” jest fakt, iż da się przewidzieć praktycznie każdy punkt fabularny, co wynika nie tyle z braku atrakcji, co bardziej z tego, że tempo bywa tutaj straszliwie niemrawe, jak na film trwający ledwie 80 minut (bez napisów końcowych). Nie ma mowy o jeździe bez trzymanki, to zestaw większych lub mniejszych afer przeplatanych powolnym łażeniem – z tym że wspomniane afery wyglądają miejscami na wymyślane w trakcie kręcenia.

Zresztą gdy się przeczyta, jak film powstał, to wszystko się zgrywa: okres zdjęciowy był dosyć pospieszny z uwagi na to, iż Sydney Sweeney musiała prędko lecieć na plan komedii romantycznej „Tylko nie ty”, a sam scenariusz początkowo… nie traktował w ogóle o zakonnicach, tylko o licealistach. Ale że 25-latka byłaby średnio przekonywającą uczennicą (pomińmy jej rolę w „Euforii”, tam nikt nie wygląda na wiek swojej postaci), to zmieniono miejsce akcji. Na stołek reżysera wskoczył Mohan, dołożył swoje i scenariusz jeszcze bardziej się rozwarstwił.

Monolith Films
Monolith Films

Nie znaczy to, że wszystko w „Niepokalanej” zostało zrobione na chybcika – za problem uważam raczej to, że film zasiewa sporo ziarenek, których wykiełkowanie w coś imponującego jest mocno sugerowane, tylko że koniec końców horror satysfakcjonuje i zadziwia w jednym tylko momencie, i to dopiero w finale. Sam ostatni akt obiecuje jakąś odważniejszą konwencję, przeskoczenie z wiwisekcji fanatyzmu w rejony slasherowe, kiedy to z początku niewinna główna bohaterka zamienia się w final girl… po czym marnuje oczekiwania na rozczarowująco przeciętne śmierci oraz zbyt długie łażenie po opuszczonym labiryncie.

Pobrzmiewa też echo komentarza społecznego na temat wspomnianej mizoginii, aborcji i wymuszania doniesienia ciąży, jednak wszystko to zostaje sprowadzone do najprostszych horrorowych motywów. Sporo ratuje forma: jump scare’y nie są głośne dla samego hałasu i najzwyczajniej w świecie mają sens, a prześliczne zdjęcia Christiana zachwycają.

Monolith Films
Monolith Films

Hej, chcesz coś z Hollywoodu?

Widać też, że dla Sweeney nie jest to film pod poklask, tylko projekt wybrany z pasji oraz osobistych pobudek. Aktorka wzięła udział w castingu do „Niepokalanej” już dobrą dekadę temu, na etapie, gdy akcja dzieła jeszcze rozgrywała się w liceum, lecz, jak to bywa w Hollywood, produkcja w pewnym momencie ugrzęzła. Po wybiciu się na „Euforii” Sweeney skorzystała ze sławy, aby kupić prawa do niezrealizowanego scenariusza Andrew Lobela i doprowadzić do jego realizacji, a to, pisząc niezwykle skrótowo, rzadkość w tej branży.

I tak jak reszta obsady nie wybija się zbytnio ponad standard horrorów o przeklętych społecznościach religijnych, tak liczę, że Sweeney zaliczyła jakąś wizytę u ortopedy, bo taszczy film na własnych barkach. Cecylia nie jest kretynką, jej działania mają sens, zachowanie zaś da się tak po ludzku zrozumieć. Absolutnie wierzy się w jej przemianę, a Sweeney odgrywa jej niewinność tak, że standardowe dla podgatunku „nunsploitation” banały i tortury przeżywa się bardziej, niż można by się spodziewać. Dla samej jej roli oraz ostatniego kilkuminutowego ujęcia warto obejrzeć „Niepokalaną”, choć i reszta to jeden z lepszych przykładów horroru zakonnego, na pewno przewyższający ostatnie „Zakonnice” z uniwersum Obecności.

Ocena

To typowy horrorek religijny, więc nie spodziewajcie się nie wiadomo jakiego zaskoczenia – no chyba że tego związanego z rolą Sydney Sweeney, która udowadnia, że będą z niej aktorzy. W żadnym wypadku nie jest to film kiepski, ot, dosyć delikatny, jak na swoje inspiracje czy poruszane motywy.

6
Ocena końcowa


Redaktor
Kuba „SztywnyPatyk” Stolarz

Recenzuję, tłumaczę, dialoguję, montuję i gdaczę. Tutaj? Nie wiem, co robię, więc piszę, dopóki mnie nie wywalą.

Profil
Wpisów305

Obserwujących17

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze