Logowanie do CD-ACTION

Zamknij [X]
Załóż sobieNie masz konta?

Co daje konto w serwisie cdaction.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

HITRecenzja cdaction.pl - Medal of Honor (X360/PC)

enki wtorek, 12 października 2010, 15:00 Recenzja
Medal of Honor
Medal of Honor

Choć w gatunku wojennych FPS-ów rządzi Call of Duty, Electronic Arts zapowiada, że chce odebrać Activision koronę pierwszeństwa w tym gatunku, m.in. właśnie grą Medal of Honor. Zapowiada, ale od razu zastrzega, że nie stanie się to jeszcze w tym roku. enki sprawdza, z czego bierze się ten brak ambicji. Recenzja cdaction.pl!

Medal of Honor
Medal of Honor

Medal of Honor

wersja testowane: PC/X360, j. angielski

Wydawca: EA Polska

oficjalna cena: 149,00 zł (PC), 229,00 zł (x360)

 

Medal of Honor nie zaskakuje. W tym zdaniu zawarłem w zasadzie wszystko, co chcę powiedzieć o grze tandemu Danger Close/EA DICE, ale Hut wytargałby mnie za ucho, gdybym faktycznie na tym poprzestał. Zatem: Medal of Honor nie zaskakuje i zaraz wam powiem dlaczego. 

 

Jest krótki
Zaczynam od tego prostego stwierdzenia, które absolutnie nikogo nie powinno zaskoczyć. ...Prawda? Aby zweryfikować moje podejrzenia wynikające z doświadczeń z ostatnimi odsłonami Call of Duty, przed rozpoczęciem kampanii przygotowałem sobie nawet stoper, który mógł mi następnie oznajmić, iż napisy końcowe obejrzałem po... 4,5 godzinach gry. Grając na konsolowym padzie (później wyczyn powtórzyłem z myszą w dłoni). To już lekka przesada, że ośmielę się wyrazić swoje zdanie, nawet mimo faktu, iż dodatkowy hardkorowy „Tryb 1. klasy” pozwala przedłuzyć doznania z singla. Niestety Danger Close jest tu (i nie tylko tu, ale o tym za chwilę) o dwa kroki w tyle za Infinity Ward, które swoim trybem Spec-Ops pokazało, że można wymyślić jeszcze coś ciekawego w obrębie styku rozgrywki dla jednego i wielu graczy. Na szczęście jednak...

Krótki nie oznacza zły
To, że uważam długość kampanii za poważny zarzut zupełnie nie implikuje faktu, że źle się przy niej bawiłem. Wprost przeciwnie – przeszedłem ją jednego wieczoru. Wciągający, trzymający się kupy scenariusz, płynnie przenoszący akcję od bohatera do bohatera i od lokacji do lokacji nie pozwalał mi się nudzić nawet przez chwilę. Oczywiście zapewnienia autorów o autentyzmie i „spojrzenia oczami prawdziwego żołnierza” szybko poszły w mrok niepamieci (tak mniej więcej po pięćdziesiątym zabitym „turbanie”, a w sumie będzie ich całych kilka wiosek), ale frajda ze strzelania pozostała niezmieniona do końca. A to uczestnicząc w nocnym rajdzie na kilka afgańskich osad uzbrojonym w karabinek i snajperkę z tłumikami (i Barrettem z TWS na quadzie...) jako Deuce, a to szturmując bazę lotniczą w Bagram jako „najgłówniejszy” z bohaterów Rabbit (zarówno „D.”, jak i „Królik” to ci osławieni operatorzy klasy pierwszej z marketingowego szumu – dokładnie członkowie SEALs), a to wreszcie jako specjalista Dante Adams wysłany ze swoim M249 w garści wraz z pułkiem Rangers do Afganistanu jako główna siła uderzeniowa.

Jako gracz śledzimy wydarzenia z ich perspektywy, nierzadko zresztą doświadczając przeplatania się wątków poszczególnych żołnierzy. Zwłaszcza, gdy wszystko nagle zaczyna się sypać, talibowie hurtowo wylewają się z górskich jaskini i „cały misterny plan...” (to, co rzekł był Siara).

Choć bynajmniej nie fantastyczny
Choć scenariusz wyraźnie stara się, zwłaszcza pod koniec, sprawić, by gracz westchnął i zadumał się nad losem jego podopiecznych, w żadnym momencie nie doświadczyłem niestety niczego porównywalnego z kultowymi już scenami z Modern Warfare, których nikt kto grał długo jeszcze nie zapomni (a kto nie grał, temu nie będę spoilować, choć grzeszy). Trudno mi patrząc wstecz znaleźć nawet jedną scenę, która mogłaby na dłużej zostać w mojej pamięci. A to niebezpiecznie zbliża tytuł do losu smakowitej krówki, po której konsumpcji pozostaje jeno bezużyteczny papierek (i próchnica w skrajnych przypadkach). A że trochę już tych FPS-owych krówek zdążyliśmy zjeść, nic w Medalu nie zaskakuje.

Szczerze mówiąc, to co zapamiętam zapewne to misja „śmigłowcowa”, jedyna, w której występuje czwarty bohater – strzelec Apacza i w której twórcy poszli na takie ustępstwa względem realizmu, że mnie jako umiarkowanego fana „wiatraków” do dziś zalewa żółć. Choć przecież w zasadzie fajnie się strzela i w ogóle rozwałka przy tym jest pierwsza klasa, dzięki czemu laik nie zwróci nawet uwagi na m.in. 9000 pocisków w „magazynku” działka i 300 rakiet Hydra w zapasie...

W tejże zresztą misji natknąłem się na fatalne wręcz oskryptowanie (typu przeciwnicy będą się pojawiać w nieskończoność dopóki...), podobnie jak misję wcześniej, gdy jako specjalista Adams nie mogłem wychylić niemalże głowy z obleganej przez talibów chatki, by nie zabiła mnie nagle jakaś zbłąkana (a figę – przeznaczona właśnie mnie za to wychylanie się!) kula. Włączając w to moment, w którym skrypty zawiesiły się uniemożliwiając mi ukończenie misji, należy się Danger Close nieco korepetycji u najlepszych w branży (SNAP!).

Multi: ubogo czy tylko niezamożnie?
Sam sobie stawiam to pytanie, choć i tak i tak odpowiedź nie wróży dużo dobrego dla trybu wieloosobowego przygotowanego przez DICE. I proszę mnie znów źle nie zrozumieć – Szwedzi nie odwalili w żadnym wypadku fuszerki. Wszystkie cztery tryby rozgrywki w połączeniu z ciasnymi mapami dają naprawdę świetną okazję do wzajemnego „postrzelania się” i dalszego szlifowania umiejętności oraz pielęgnacji ADHD. Będąc gatunkowo bliżej serii CoD niż Battlefield multi w Medal of Honor to przede wszystkim dynamiczna walka na krótki dystans. A ta, jak tylko ogarnie się wreszcie niesforną mychę i zakamarki mapek potrafi być bardzo satysfakcjnująca.

Skąd więc pytanie w śródtytule? Stąd, że satysfakcja to jednak dziś za mało, by wspiąć się na szczyt rynku sieciowych FPS-ów. W dobie, gdy Modern Warfare 2 (i zapewne wkrótce wydany Black Ops) jeszcze kilka miesięcy po pierwszej rozegranej grze potrafi zaskoczyć gracza jakąś nagrodą, czy osiągnięciem, a Bad Company 2 kusi nie wymaksowanym jeszcze medykiem czy snajperem, Medal of Honor jest o dwa kroki do tyłu. Trzy klasy? Okej, fajnie – w tym typie rozgrywki strzelec, specjalista i snajper dobrze się sprawdzają i więcej nie trzeba, ale na jak długo? Zwłaszcza, że ich „drzewka” rozwoju przypominają raczej gładko ociosane pnie.

Cztery tryby? Co z tego, że Bad Company 2 też ma cztery, a efektywnie w zasadzie tylko dwa, skoro rush na jednej mapie można w nim rozegrać na dziesiątki sposobów, podczas gdy wymuszona klaustrofobia medalowych mapek zachęca do eksperymentów bliższych Modern Warfare. Które z dzieci się zgłosi i powie, ile w produkcji Infinity Ward było trybów gry? Bo tutaj, licząc na palcach, mamy drużynowy deathmatch, kontrolę sektorów, Objective Raid będący ultraszybką zabawą w atak i obronę dwóch celów oraz Combat Mission, czyli tutejszy mini-rush. A ile było w MW map? Bo w Medalu mamy ich ledwie osiem...

I znów jest więc bez zaskoczeń. Jest świetnie, szybko, dynamicznie. Ale wszystko widzieliśmy, we wszystko to już graliśmy... Jedna rzecz, która zdecydowanie przypadła mi do gustu jako nowość to fakt, iż każdy gracz legitymuje się kilkucyfrową liczbą oznaczającą jego „skill”. O nią, by mieć prawa do szpanu, należy dbać. A by o nią dbać należy grać. I grać. I patrzeć jak rośnie. Chyba, że maleje. To wtedy znowu szybciej będzie rosnąć. Zabawa w „hodowlę” skilla wciąga!

Medal of Honor jest grą porządną
I niczym więcej. W kilku momentach piękną, w kilku podnoszącą poziom adrenaliny, z kompetentnym – jednym z lepszych na rynku, ale dalekim od pierwszego miejsca – multi. Tu i tam pieszczącą uszy muzyką, przez większość kampanii napastującą zaś je gadaniną kłapiących paszczami operatorów  Tier 1 (którzy na chłopski rozum w ogóle nie powinni ze sobą rozmawiać podczas zadania, posługując się najwyżej sygnałami migowymi). Jest przede wszystkim grą bardzo krótką, na co chcę zwrócić szczególną uwagę, gdyż długość kampanii kosztowała ją to kluczowe pół punktu w ocenie. 

Ocena: 3,5 na 5

---

Plusy:

  • nieźle pomyślany scenariusz
  • solidna oprawa graficzna i - szczególnie - dźwiękowa
  • satysfakcjonujący multiplayer

Minusy:

  • ...choć uboższy od najlepszych
  • bardzo krótka kampania dla jednego gracza
  • okazjonalne błędy w skryptach 

Dodaj komentarz ν
Podziel się:
Wasze komentarze, opinie, uwagi
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy. Zaloguj się lub Załóż konto
czwartek, 4 sierpnia 2011, 22:03   KrzywyBimber

A ja sobie walne tu komenta bo i tak wiem, że nikt go nie przeczyta :P

czwartek, 21 października 2010, 20:33   redDeadMaslo

Po co zastanawiać się nad Medal Of Honor, kiedy za niecały miesiąc wychodzi Black Ops?!

niedziela, 17 października 2010, 13:54   RAQS4

Qrde, szkoda mojej kasy! Gra zupełnie mi się nie spodobała. Coś dla konsolowców. To już bardziej podobał mi się Sniper. Dla mnie najlepszy był MoH AA i misja na plaży Omaha! Coś mi się zdaje że EA coraz bardziej olewa graczy. Tylko KASIORA!!!

niedziela, 17 października 2010, 4:00   chooper

Przeszedłem już MOH i muszę powiedzieć że gra jest dobra ! :-) Podobała mi się grafika (jest taka ... miła dla oka) a zwłaszcza podobało mi się audio i muzyka. Jednak najbardziej przypadła mi do gustu fabuła ! Fakt gra jest KRÓTKA :-( ale nie przeszkadzało mi to aż tak, bo każda z misji była bardzo zróżnicowana ! Naprawdę dobrze się bawiłem, nie żałuje ani jednej złotówki.
PS:Podobała mi się beta więc podoba i multi :-)- który jest po prostu OK (cieszy)

sobota, 16 października 2010, 23:46   mbwrobel

Czekam na nią w Cower DVD przy Cd Action.

piątek, 15 października 2010, 12:16   Andrewsu

No cóż gra jest cienka, grałem trochę i nie mam zamiaru przechodzić w całości. Brak rozrzutu broni , strzela się praktycznie w punkt, nie czuję żadnej satysfakcji z wypełniania kolejnych zadań, grafika nie powala. Osobiście nie polecam.

O autorze

Michał 'enki' Kuszewski

Podobne newsy

Medal of Honor: Pacific Assault za darmo!

News
środa, 16 marca 2016

medal-of-honor-pacific-assault-za-darmo Chętni, by nakopać Japońcom pod Pearl Harbor i nie zapłacić za amunicję złamanego centa?

Komentarzy:
35

Artykuły

Przeczytać (lub usłyszeć, bo przygotowaliśmy również wersję audio) powinni go zarówno gracze, jak i developerzy.

Komentarzy:
14

Pecety z serii Trident gabarytami przypominały zawsze konsole obecnej generacji. Stąd też moje zdziwienie, gdy do redakcji zawitał Trident A – sprzęt jeszcze bardziej bezkompromisowy, tak pod względem specyfikacji, jak i rozmiarów.

Komentarzy:
3

Przepracowany tester nie zauważa buga, scenarzysta z łapanki pisze brednie, a support nie odpowiada na nasz problem, bo właśnie został zwolniony. Gry to poważny biznes z poważnymi problemami, wobec których bywamy bezbronni. Oręża mogą wkrótce dostarczyć związki zawodowe.

Komentarzy:
7

20-osobowy zespół, kilkadziesiąt wyjazdów do Czarnobyla, 114 lustrzanek, ponad 3000 wspierających na Kickstarterze, 200 tysięcy wpłaconych dolarów. Duże liczby i nie mniejsze oczekiwania – oto Chernobylite.

Komentarzy:
5

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Galerie zdjęć

Gry A-Z

Wyszukaj: Szukaj
0 - 9 A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R S T
U V W X Y Z